poniedziałek, 28 lipca 2014

Alu, chodź do mamy



Alicja nasza dawno wyrosła z dzidziusiowania. 

Nie jest już malutką Alusią, Aleńkę też sobie wyprasza. Panna Alicja jest duża. Taaaaka duża! Bardzo wiele umie i rozumie. 

W łaskawości swojej czasem da cześć.
Gdy ma taki kaprys, sama zje ryż łyżeczką, a marchewkę brutalnie nadzieje na widelec.
Kopnie piłkę, a gdy religia pozwoli trzymając się poręczy zejdzie i wejdzie po schodach.
Jak przystało na prawie dorosłą, bez asekuracji zjedzie ze zjeżdżalni.
Specjalnie! Dla hecy, zamieni skarpety na japtiti, autobus na abudus, przepraszam na, o ileż prostsze i bardziej wymowne pepe.

Panna Alicja ma zatem spore powody, aby awansem wskoczyć na poziom, co najmniej pełnoletniości. 

Jest tylko jedna rzecz…
Jest jedna drobnostka, niby banał ale dla mojej Córki nie do przeskoczenia. 

Rozszalałe w nieustannej pracy neurony tej małej dziewczynki robią sobie drzemkę na dźwięk krótkiego: CHODŹ.

CHODŹ jest słowem absolutnie nieakceptowalnym. Idę o zakład, że moje dziecko jako pierwsze na fejsie założy funpage o nazwie : Jeszcze raz powiesz do mnie CHODŹ, to się tam przejdę! albo Beka z: mojej mamy gdy mnie woła.


 

Co innego, gdyby ten obrzydliwy zlepek liter zastąpić przyjaźnie brzmiącym słowem IDŹ.
 O! To dobrze rozumie panna Alicjanna. Iść można w prawo, w lewo, trochę do przodu i dwa razy tyle wstecz. Iść z patykiem i kamykiem. W stronę leżącej rozgniecionej butelki, by napić się resztki picia – niespodzianki. Iść po robaka, po drodze zgarniając peta. Można tak iść. To iście doskonały sposób spędzania czasu.
 



Gdy sielskie chwile pomiędzy arcyciekawym koszem na śmieci, a chlupiącą radośnie kałużą przerwie komenda CHODŹ, wtedy zaczyna się prawdziwie kino akcji.
 

 
Najlepiej jest zwieść wroga. Oczekująca matka lub ojciec tracą czujność widząc skwapliwie maszerujące w ich stronę dziecko. Odwracają się i pokonują entuzjastycznie jeszcze kilka metrów. Zerkają przez ramię, czy krok dziecka równa się już z ich krokiem, by ujrzeć jego postać majaczącą daleko, daleko i znikającą za zakrętem. 





Reklamy telewizyjne głoszą, że nie ma większej radości jak śmiech własnego dziecka. Śmiech dziecka jest tym większy, im większe tempo musi narzucić sprintująca w jego stronę matka/ojciec. Perlisty śmiech wywołuje obraz opiekuna biegnącego z rekwizytami spowalniającymi i zniekształcającymi ruchy  (torebka, reklamówka, jeszcze jedna reklamówka, parasol). Śmiech osiąga zaś swoje apogeum – tzw. śmiech z chrumkaniem gdy opiekun po dłuższym czasie biegu w ciemno, wpada za zakręt i widzi dziecko skrzętnie ukryte pod drzewem rechoczące w najlepsze.




Na szczęście mamy jeszcze 16 lat i 7 miesięcy by wyszlifować umiejętność odpowiedniej reakcji na słowo chodź. Wtedy paniusia Alusia wskoczy w pełnoletniość. 




czwartek, 15 maja 2014

Imię: Ala, zawod: mechanik



Moja córka będzie mechanikiem samochodowym. 

Postanowione.

I bynajmniej nie są to moje niespełnione ambicje. 

Gdy snuję wyobrażenia o jej przyszłości, niekoniecznie widzę smar pod paznokciami i ubabrany kombinezon. Nie dostrzegam w swych wizjach wystających spod podwozia nóg mojego dziecka ozutych w bury trampek. I doprawdy niełatwo będzie mi słuchać ochrypłego głosu mojej córki wołającej „E, Jaro, sprawdź mi te silniki! No, te, co sterują łopatkami w nagrzewnicy, NIE?!”.

Ala będzie mechanikiem samochodowym, bo tak chce. I nic mi do tego.

Cały jej świat kręci się wokół samochodów. Samochody są wszędzie i zawsze. Choćbyśmy szły wzdłuż kilometrowego korka, każde ze stojących w nim kopcących aut, jest przez moją córkę dostrzeżone, wytknięte palcem i okraszone komentarzem. Komentarz brzmi mniej więcej „Eeee!” (czyt. Mów, co to! Powiedz to słowo, chcę je znów usłyszeć!). 

Auto. Auto. To jest auto. To też jest auto. O! Auto! Tak, teraz znów AUTO.

Warsztat samochodowy mojej córki będzie w niewielkiej odległości od jej domu. Jest to warunek konieczny, który wyraźnie zaznaczyła w swoich planach. W przeciwnym razie, nie mogłaby regularnie wyprowadzać na spacer swej zwierzyny. Otóż Ala kocha psy. 




Psy, obok samochodów to jej największa pasja. Fascynuje ją każdy. Każdego dostrzeże, wytknie palcem i okrasi komentarzem. Tym razem komentarz brzmi dość znajomo, a mianowicie „Eeee!”. Czyń swą powinność, matko. Chcę usłyszeć, że to pies. Chcę, abyś odmieniła to słowo przez wszystkie przypadki i na koniec długo i donośnie naśladowała jego szczekanie. Szczekanie musi być, choćbyśmy właśnie mijały tłum biznesmenów, lub patrzyły przez okno w kawiarni. Chcę usłyszeć od CIEBIE, jak robi pies!

 Czynię powinność. Szczekam. 

Czy jestem ubrana elegancko, czy na sportowo. Czy jestem wyluzowana, czy akurat zależy mi na dobrym wrażeniu. Szczekam. Już moje dziecko wie najlepiej, jak skutecznie mnie do tego nakłonić. Choćbym akurat najbardziej próbowała odwrócić jej uwagę od swojego zaniechania. 

Szczekam cieniutko  – mijając małego pieska. Szczekam grubo i donośnie – mijając pokaźnego psiaka. Szczekam zajadle – mijając psiego awanturnika, a przechodząc obok przyjaźnie merdającego ogonem – szczekam en-tu-zja-sty-cznie. 

Jestem w tym dobra. Praktykuję codziennie.


 

Chciałabym bardzo pokazać Ali świat. Niebo, chmury, drzewo, ławkę, dom, płot. Jednak jej to nie kręci. Jak ma kręcić, skoro pod drzewem najczęściej spotykamy wiadomo kogo, a pod domem stoi zaparkowane wiadomo co?

 


wtorek, 29 kwietnia 2014

Ale zapamiętale!



Ołołoooo-oł, ołołoooo-oł. 


Głowa mojej córki wykonuje ruchy góra-dół, góra-doł. W rozszerzonych źrenica BŁYSK.





Ołołoooo-oł. I can’t remember to forget you.


Nie wiem, kogo nie może zapomnieć moje dziecko. Nie wiem też, ile rozumie z tego, co śpiewają Shakira i Rhianna. Na pewno jednak rozumie na tyle, by zgadzać się w 100% z ich słowami. Głowa kiwa się na znak aprobaty. Góra-dół.





Piosenka obu pań puszczana jest w radiu średnio 10 razy dziennie. Czasem dzięki hojności radiowców może z 20. Moja muzyczna koneserka ma zatem 10 do 20 okazji, by niewerbalnie pokazać, że to jej hit. Jak żyje, a to już 14 miesięcy stuknęło, lepszego nie słyszała. 


Ów niewerbalny przekaz uzależniony jest od mniej lub bardziej sprzyjających warunków. W czasie swobodnej zabawy,  gdy ciało i duch nieskrępowane, podskakuje całą sobą. W czasie jedzenia, picia, wieczornej lub porannej toalety, podskakuje sama głowa. W czasie częściowego lub, nie daj Boże, całkowitego unieruchomienia, głowa podskakuje o tyleż intensywniej, o ile musi ona pokonać opór wkładanej przez nas w tym czasie garderoby lub szczoteczki próbującej natrafić na zęba.





Ołoooołooo-oł. I can’t remember to forget…


To musi być coś naprawdę istotnego, skoro Ala tak usilnie pamięta. Mam pewne podejrzenia. Mianowicie obiektem zawziętej pamięci może być bieg do uchylonych drzwi toalety, by z błogością zanurzyć się oburącz w muszli klozetowej.


Ołoooołooo-oł. 


Nie wykluczam, że moja córka nie może za nic dopuścić do zapomnienia o kurku gazowym, który po przekręceniu wydaje ssssuper ssssyk. Co więcej, odkręcając dwa kurki równocześnie, syk staje się podwójny i o wiele bardziej fascynujący.




I keep forgetting I should let you go…


Może się tyczyć także pampersa z mocniejszym wkładem, który przez zapomnienie leży kusząco zawinięty. Leży i czeka na wyzwolenie swego wnętrza przez małą orędowniczkę wolności.

Góra-dół, góra-dół, kiwa się głowa gdy tylko zabrzmią pierwsze dźwięki piosenki choćby najcichsze, prawie niedosłyszalne. Ucho prawdziwej fanki usłyszy ją zawsze.

Shakira i Rhianna byłyby dumne.



niedziela, 6 kwietnia 2014

Gen Ojca vs Starania Matki



Ojciec mojego Dziecka zawsze wysoce cenił sobie ruch i aktywność fizyczną. Udany dzień mierzy miarą zrobionych kilometrów. Pieszo, rowerowo, rolkowo.


Siedzenie na ławce i delektowanie się słońcem, delektowanie się SIEDZENIEM to zło.


Toteż kiedy nasza Ala ledwo zakiełkowała w brzuchu jako mała fasola, a przed nami rozciągnęło się widmo odpoczynku, spokoju, statycznego relaksu, wOjciec poczuł się nieswojo.


Rozpoczął więc gorączkowe bombardowanie Googla sformułowaniami: 


CIĄŻA = RUCH!

ZBAWIENNY WPŁYW RUCHU NA ROZWÓJ NIENARODZONEGO DZIECKA!

W CIĄŻY KONIECZNIE MUSISZ SIĘ RUSZAĆ!

DAWAJ MI TU SZYBKO, ŻE MOŻEMY IŚĆ NA WIELOGODZINNY SPACERRR!!!!


Zbombardowany Googl nie miał innego wyjścia i napisał, że OK! BIERZ TĄ CIĘŻARNĄ I SIĘ ODCZEP!


wOjciec ochoczo wziął więc ciężarną za fraki i pooooszedł!

Chodziliśmy tak… On – ochoczo, ja – ooo… hohoho! dużo, długo i regularnie dopóki brzuch z Zawartością pozwolił(y).


Aż wreszcie Zawartość wyszła na światło dzienne i tak, rosnąc w siłę, sama stanęła na nogi. Stanęła i, chwytając się naszych rąk, ruszyła.


Słodkie, niepewne kroczki, stawiane powoli jeden za drugim… Nie ze mną te numery – stwierdziła nasza Córka i popędziła przed siebie. Ochoczo!

 


A może byśmy tak posłuchały muzyki poważnej, tej z czasów ciąży? A może książeczkę?

Ruch, ruch, ruchy, Matko! IDZIEMY! 





Postój? Ławka? Odpoczynek?


IDZIEMY, Mamo! - mówi dziecko na spacerach chowane. 


Aktywność fizyczna podawana dopępowinowo 2 razy dziennie. Duża dawka. Częściej niż kwas foliowy na początku ciąży. Częściej niż witamina D w niemowlęctwie.


Mozart i Vivaldi przegrywają w przedBIEGACH z siłą ojcowskiego genu.






No to idę, zostawiając ławkę w sferze marzeń. Nie muszę zwalniać tempa. Mogłabym nawet przyspieszyć, bo ostatnio wOjciec nauczył nasze Dziecko, jak reagować na hasło PĘDZIMY…